Jadłospis. Dzień bez treningu.

Kolejny raz spotykam się gdzieś z pytaniem odnośnie jadłospisu. Postanowiłam więc podzielić się tym jak jem. Dziś postaram się spisać, udokumentować to co zjadłam (lub mam w planach). Od razu też uprzedzam, że nie jest to wyznacznik! Każdy jest inny, ma inne potrzeby i zdecydowanie inną przemianę materii. Jest bardzo dużo zmiennych, które wpływają na to jak powinniśmy jeść.

Na wstępie zaznaczę, że czerpię energię z tłuszczy. Nie zawsze tak było, to moje odkrycie. Ten sposób odżywiania jest zgodny ze mną. Daje mi kopa na cały dzień, a nie tylko na chwilę jak po węglowodanach. To, że tak jem to wynik prób i błędów, które są za mną po tych wszystkich latach. Nie ma nic złego w czerpaniu energii z węglowodanów (zdrowych i pełnowartościowych), ale nie każdemu z taką energią będzie dobrze. Mój organizm jak się okazało radzi sobie z ‚tłuszczowym’ paleo sposobem żywienia doskonale. Chodzę nie tyle co najedzona, co po prostu nie głodna. Co zdarzało mi się przy wcześniejszych modelach. Oczywiście nie wyzbyłam się całkowicie węglowodanów z diety i zdaję sobie sprawę, że do prawidłowego funkcjonowania potrzebuję minimum 130 gram dziennie i właśnie tyle staram się sobie dostarczyć. Mam skłonność jednak do przesady więc bywa z tym różnie. Na detoksie przekonałam się już jak zgubny wpływ ma na mnie działanie na minimum 50 gramach dziennie i chyba dzięki temu pilnuje się bardzo.

Dzisiejszy jadłospis to ten w dzień bez treningu. Wiem też od rana, że kolację zjem na mieście, bo mam pewne plany towarzyskie, które nie przewidują powrotu do domu. Postaram się w przyszłym tygodniu spisać też taki dzień treningowy. Liczyć kalorii nie mam zamiaru. Nie chcę wpaść znów w tą pułapkę, bo dla mnie w tym momencie to byłoby wykańczające. Mój charakter niestety zakłada, że jeżeli coś nie idzie zgodnie z moim planem to się zniechęcam, więc prawdopodobnie mogłabym sobie wkręcić że jest tych wartości za dużo.

1. Śniadanie ok. 6:30 (godzina po obudzeniu się)

Szakszuka

Przeważnie śniadania nie planuję, chyba że mam na coś wyjątkową ochotę. Po prostu wstaję rano, otwieram lodówkę i wyciągam to co chce zjeść. Patrzę na zastawiony blat i kombinuję, czasami w trakcie robienia coś odłożę lub dołożę ale czy to ważne? Szakszuka z jednym jajkiem powstała z jednego pomidora malinowego, dwóch łyżek pomidorów z puszki i 5 oliwek pokrojonych. Wszystko podsmażone na oleju kokosowym, który rozwarstwił się z pasty kokosowej. Dodatkowo na talerzu znalazła się kromka w 5 minut z pasztetem, salami i serem kozim. Kanapka powstaje za każdym razem inaczej bo lubię kombinować, ta jest z mieszanki mąk: konopnej, kokosowej i siemienia lnianego z olejem kokosowym i suszoną śliwką.

2. Kawa o 9:00

kawa z kasztanami

Zastanawiałam się czy w ogóle to tutaj wpisywać, ale jednak jest to jakiś posiłek. Mam taki rytuał, że o 9:00 w pracy zawsze piję podwójne espresso do którego zjadam w dni bez treningu Raw Cocoa. Dziś były orzechy laskowe z tej serii, dosłownie 3, bo jestem mistrzem „odroczonej gratyfikacji” (spodobało mi się to strasznie!). Na zdjęciu kawa z kasztanami weekendowa.

3. Obiad (12:30 – 14:00)gulasz wołowy

Gotuję wieczorami, na dwa dni. Ten tydzień był trochę zwariowany, bo nie przewidziałam braku apetytu po dentyście więc miałam jeden obiad więcej. Normalnie więc gotowałabym coś w środę (jak M. jest na treningu), a tutaj niespodzianka: wracam wczoraj i nie mam obiadu na piątek. Trzeba było robić coś na szybko, najlepiej w jednym garze. Gulasz wołowy powstał z pomidorów z puszki (stąd szakszuka na śniadanie, nie zużyłam całych) i szpinakiem. Kolejna kupa na talerzu, ale to już moja wina, bo szpinak dodałam zbyt wcześnie. Danie do poprawki, na pewno pojawi się na blogu w wersji udoskonalonej. Wyszło mi to jednak na dobre, bo sobota jest zapchana do granic możliwości w moim planie dnia i nie ma czasu na gotowanie. Ba! Znów nie mam czasu na zakupy. Obiad na sobotę bardzo się przyda, bo skróci moje męki kombinowania o jedną pozycję. Wciąż pozostaje jednak dla mnie największym problemem skąd wziąć jajka jak nie zdążę iść do mojej kobietki na Kleparzu.

4. Kolacja ok. 19:00

Tak, dokładnie. Gdy nie ma treningu na tak długo starcza mi obiad. Na serio nie jestem wcześniej głodna. Nie potrzebuję też przekąsek, daje radę. Dziś mam w planie zaopatrzyć się w sałatkę na mieście. Nie mam jeszcze planów gdzie i jaka to będzie sałatka – na pewno zgodna z paleo. Ale jest kilka typów co to może być. Nie mam stresu, że nic nie znajdę bo już kilka miejsc mam sprawdzonych (no dobra, całe trzy). Na pewno nie będę brała dressingu tylko poleję ją oliwą i na pewno też znajdzie się tam ryba lub mięso i dużo warzyw. Dam znać jak zjem!

5. Napojezielona herbatka

Dzień zaczynam i kończę obowiązkową szklanką wody z cytryną. Potem są kubki, w których znajduje się raz dziennie: zielona herbata, pokrzywa, mięta, rumianek, melisa, biała herbata z pigwą (ostatnie odkrycie!) oraz to co wpadnie mi w ręce. Nie pijam natomiast herbaty czarnej z prostego powodu – przebarwia mi zęby. Bardzo. Nie słodzę też napojów niczym. Od dwóch lat nie używam cukru do słodzenia, wpierw zastąpiłam go szkodliwym słodzikiem (a fuj!), potem próbowałam zaprzyjaźnić się ze stewią, a na końcu doszłam do wniosku że w sumie to nic nie potrzebuję. Przyzwyczaiłam się też rok temu do nie słodzonej kawy. Nie pijam też mleka innego jak roślinne.

Ogólnie to tak mniej więcej wygląda. Oczywiście nie każdy dzień jest taki, bywają bardziej obfite. Tak jak pisałam w dni treningowe pozwalam sobie na trochę więcej. Nie jest to obżarstwo tylko np. batat do obiadu, banan po treningu, pasta kokosowa przed treningiem. Takie małe niuanse, które dopychają mi jadłospis węglowodanami. Spiszę to kiedyś. Bywają też dni awaryjne kiedy muszę kombinować, bo zapomniałam o czymś. Zakupy robię raz w tygodniu, więc w piątek i sobotę moja lodówka dosłownie świeci już pustkami. Obecnie mam w niej jajka, łososia wędzonego i 2 puszki tuńczyka + resztki warzyw. W sam raz na śniadanie jutro, a potem od nowa będę kombinować.

edit.

Tak jak obiecałam: Kolacja (sałatka z kurczakiem, pomidorem, papryką cebulą, serem pleśniowym i sezamem polana oliwą – za dressing zawsze dziękuję)

Dinner salad. #paleo #salad #chicken #pepper #sesame #foodie #foodblogger #foodstagram #onion #tomato

A post shared by Katarzyna (@emkreacja) on

Reklamy

2 thoughts on “Jadłospis. Dzień bez treningu.

    • Powód jest bardzo prosty: nie potrzebuję tyle :) Jem intuicyjnie: wtedy kiedy jestem rzeczywiście głodna i tyle żeby się nie przejeść. Uważam, że słuchanie organizmu to podstawa.
      Kawa to trochę bardziej skomplikowane. W domu piję Tchibo, kupioną w ziarnach i świeżo mieloną (Braziliana) zrobioną w kawiarce lub kapsułki Caffee Crema. Ta kawa na zdjęciu to właśnie domowa, z mleczkiem kokosowy :)

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s