Wariacja ‚bolognese’.

Wspominałam kiedyś, że w poniedziałki gotuję dla M. obiady. Daję się wtedy ponieść inwencji, ale wciąż w zdrowej formie. Sprawia mi to na tyle przyjemności, że miewam ochotę potem odtworzyć tą potrawę w wersji dla siebie. Ostatnio rządzi prostota i dziś gotowałam dwa razy prawie to samo. Moje bogatsze o marchewkę i pietruszkę, M. w wersji na ostro.

Wołowina w sosie pomidorowym. wolowina w pomidorze


  • 0,5 kg mięsa mielonego wołowego
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • ½ puszki pomidorów lub 250g passaty
  • Pół szklanki wody/bulionu
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • Przyprawy: bazylia, kurkuma, sól, pieprz
  • Olej do smażenia

1. Pomidory przełożyć do garnka z grubym dnem i ugotować. Gdy się zagotuje dodać przyprawy według uznania, wodę (bulion) i zamieszać. Dorzucić startą na średnich oczkach marchewkę lub pietruszkę. Dusić pod przykryciem przez około 10 minut na średnim ogniu. 2. Pokrojone w drobną kostkę czosnek i cebulę zeszklić na oleju kokosowym. Na patelnię partiami dodawać mięso mielone, doprawić odrobinę pieprzem i obsmażyć z każdej strony. 3. Podsmażone mięso dodać do gotującego się w garnku sosu, zamieszać i gotować pod przykryciem na małym ogniu przez około 20 minut. Wychodzą mniej więcej 2 duże lub 3 mniejsze porcje jeżeli dodamy makaron warzywny. wolowina w pomidorze2wolowina w pomidorze3*Wędrujące pomidory i marchewki atakują!


Trochę mnie mniej było tutaj. Spędziłam owocowy weekend u rodziców pełen arbuzów, moreli i resztek truskawek. Sezon się kończy na te czerwone dobrości, ale przyjdzie coś nowego. Równie pysznego. Ważne, że są arbuzy.

Pieczyste – mielona cielęcina z pietruszką.

Chociaż uwielbiam pieczeń rzymską to wydaje mi się, że to jajko w niej to zbytek szczęścia. Samo mięso z cebulą i czosnkiem to znów wydawało mi się za mało. Właśnie w takich momentach rodzi się we mnie poszukiwać skarbów. Otwieram lodówkę i stoję jak przed telewizorem szukając natchnienia. Buraki to za dużo roboty – no i te dłonie na różowo. Marchewkę już trzymałam w ręce, ale chochlik z tyłu głowy podpowiadał, że przecież miałam nie szaleć z pomarańczowym. Trzecia w kolejności była pietruszka. Idealnie: rąk nie ubrudzę i nie namęczę się, bo wystarczy wyszorować porządnie.

Pieczona pietruszkowa cielęcina

pieczysta cielęcina


  • 1 średni korzeń pietruszki
  • 500g mielonej cielęciny
  • Przyprawy: sól, pieprz, bazylia
  • 1 jajko
  • cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • olej kokosowy 

1. Na oleju kokosowym podsmażyć poszatkowaną cebulę i czosnek. Odłożyć do przestygnięcia. Zetrzeć na tarce o drobnych oczkach pietruszkę. Rozgrzać piekarnik do 200 stopniu na termoobiegu.

2. W misce wymieszać dokładnie cielęcinę, cebulę z czosnkiem, startą pietruszkę i jajko. Przyprawić do smaku według uznania. Natrzeć olejem naczynie żaroodporne, przełożyć mięso i wyrównać. Wstawić do piekarnika i zapiekać przez 40 minut zmniejszając nagrzanie do 180 stopni. Na ostatnie 10 minut przełączyć termoobieg na grill.

boczek pieczystego


Życie zweryfikowało – dwie porcje obiadowe i zostało jeszcze trochę na kolację. To ja rozumiem.

Owocowo.

Nawet do mnie przychodzi raz na jakiś czas ochota na deser. Nie ciasto, tylko pucharek czegoś dobrego. Zwykle ratuje mnie w takiej sytuacji pokrojony w plasterki i zamrożony banan, ale dziś miałam ochotę na coś bardziej. Czerwiec zdecydowanie należy do truskawek i arbuza. Trzeba to było wykorzystać.

Truskawkowe chiatruskawkowe chia


  • garść truskawek 
  • 1/2 szklanki mleka kokosowego
  • 1 łyżka chia
  • *1 łyżeczka miodu (opcjonalnie)

Mleko kokosowe lekko podgrzać i wymieszać z miodem (jeżeli używamy). Przelać do wysokiego naczynia, dorzucić truskawki i zmielić blenderem. Dodać chia i wymieszać dokładnie łyżką. Odstawić do lodówki na minimum 2 godziny.

arbuz na chia


Mało skomplikowane, ale wymagające cierpliwości. Zrobiłam rano razem ze śniadaniem, zjadłam po obiedzie. Czy zaspokoiło małego głoda? A i owszem. Dodatkowo dolałam resztkę mleka kokosowego, która mi została i nie wylądowała w kawie. Przyozdobiłam arbuzem i pełnia szczęścia. Coś stworzyłam.

PS. Czasami jak nachodzi mnie ochota na pucharkowy deser zaglądam na Instagram do takiej jednej „matki polki” i oczami zjadam to co jej się udaje w tych szklankach wyczarować :)