Jestem winna tym nielicznym, którzy tu jeszcze zaglądają pewne wytłumaczenie. Wiem, że większość z Was zna mnie mniej lub bardziej osobiście i wiece, że żyję. Nie odpuściłam. Wciąż gdzieś w głowie tam z tyłu mam myśl: blog! Ugotuj coś, zrób przepis.

Staję więc przy garach, zapisuje krok po kroku, robię zjęcia i klops. Zawsze coś mi nie pasuje. A to zdjęcie nie wyszło, a to jednak przepis mi nie pasuje. Ostatnio na przykład przypaliłam zapiekankę lekko z wierzchu. Była smaczna, na zdjęciach wyglądała już mniej fajnie. Zrezygnowałam. Gdzieś mam w odmętach bloga zapisany przepis, do powtórki – może nie przypalę znów z wierchu. Moja perfekcja wyszła na wierzch i nie pozwala dzielić się czymś co jest chociażby akceptowalne (nie oszukujmy się: fotograf ze mnie żaden, ale powinno to chociaż jakoś wyglądać). Wiecie już co się dzieje w sferze przepisowaj. Jest po prostu stagnacja, nic nowego – nic odkrywczego i cały czas to samo. Większe i mniejsze porażki na linii żywieniowej. Oznacza to tyle, że raz lepiej, raz gorzej się czuję ale wciąż powtarzam: nigdy więcej. Trzymam się tego, próbuję po razie i potem odstawiam na zawsze.

No dobra, robi się depresyjnie więc czas na małe sukcesy: zawitałam na siłownię. Moja zmora i przekleństwo staje się rutyną. Nie kocham tego, raczej chodzę z rozsądku bo to jedyna aktywność, która przy moim nieregularnym życiu ma sens. Ogranicza mnie jedynie czas mojego trenera – ale dajemy radę. Siła rośnie, a w mojej zawichrowanej głowie próbuję pogodzić się że razem z nią rosną obwody. Tam gdzie trzeba idzie w dół, tam gdzie chciałam idzie w górę – raczej brazylijskich pośladków nie zrobię. Jednak coś z tego będzie.

Przez całą moją poledancową przygodę z uporem maniaka ćwiczyłam na jedną stronę. Jak większość ludzi oszukiwałam się, że od następnego treningu przyłożę się i będe teraz robić wszystkie figury na drugą. Stopień mojego przyłożenia wyszedł na siłowni: kiedy jednak ręka dźwiga bez problemu 10-12 powtórzeń, druga wymięka na tym samym obciążeniu koło 6-8. Przeraziła mnie ta dysproporcja – jednak nie poddaje się. (Nie myślcie jednak, że nikt mi na to nie zwracał wcześniej uwagi, ja po prostu nikogo nie słuchałam – uparty osiołek wiedział lepiej, nie?). 

Bodybuilding hand training dumbbell

Wspomniałam o nieregularnym trybie życia? Ostatni rok to przeplatanka zmian. Raz na rano, raz na popołudnie i gdzieś między tym wszystkim nocne zmiany. Odbija się to na moim zdrowiu, odbija się to na moim wyglądzie i odbija się to na mojej psychice (4 nocka z rzędu – bez kija nie podchodź!). Walczyłam o to wszystko jak lwica i walczę dalej. Czy żałuję tej zmiany? Nope. W ogólnym rozrachunku wychodzę na swoje i to w jakim momencie swojego życia właśnie jestem mi się bardzo podoba. Możliwości, które otwarły mi się na przyszłość rokują lepiej niż dobrze.

pexels-photo-583846

Zmierzam ku końcowi.

Wrócę z przepisami? Wrócę.

Czy wiem kiedy? Nie mam pojęcia, wpierw muszę osiągnąć równowagę i ZEN :)

Którym nurtem będę płynąć dalej? Bezglutenowym – constans. To się nie zmieni.

PS. Na Instagramie wciąż jestem, nawet wrzucam coś więcej jak koty!

Reklamy