Poza strefą – domowe chipsy.

Te wakacje obfitowały w odkrycia. Wiem już, że zjedzenie ziemniaka raz na jakiś czas nie będzie miało wpływu na moje samopoczucie – oczywiście byłoby zbyt prosto gdyby to był po prostu ziemniak. Warunki muszą być spełnione. Absolutnie nie zjem frytek, głębokie smażenie to nieprzespana noc. To sprawiło, że łaskawszym okiem patrzę na te bulwy. F. męczył o chipsy od środy. Męczył, męczył i wymęczył.

Chipsy pieczone

chipsy


  • 2 ziemniaki
  • olej kokosowy
  • przyprawy: sól
  • słoik cierpliwości

Ziemniaki należy obrać i pokroić w jak najcieńsze plasterki. Zrobiłam to obieraczką, ale jeżeli macie szatkownicę to bardzo Wam zazdroszczę – tutaj przydaje się słoik cierpliwości. Piekarnik nagrzać do 220 stopniu na termoobiegu.

W misce wymieszać ziemniaczane plasterki z olejem kokosowym, muszą pokryć się równomiernie. Rozłożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenie każdy osobno i posolić.

Wstawić do piekarnika i obserwować z nosem przyklejonym do szyby przez 5 minut. Wyciągnąć, przełożyć do miski i wsadzić następną partię.

chipsy1chipsy2


Pierwsze podejście przyznam się szczerze spaliłam, odkleiłam nos od szyby. Jeść, nie jadłam – no dobra, jednego na spróbowanie. Nie dla siebie to robiłam i w sumie nigdy chipsów specjalnie nie lubiłam. F. smakowały – to największy komplement! Może to nie super zdrowa opcja, ale zdrowsza niż sklepowa. Dla uśmiechu syna – wszystko.

Nie wykluczone, że co jakiś czas pojawi się tutaj wpis spoza moje strefy jedzeniowej. Nie odmawiam F. przyjemności więc o ile umiem i mogę staram się mu ją sprawiać po mojemu.

ps. tytuł się zmienił, a wszystko za sprawą dobrej rady, dziękuję.

Tydzień na talerzu – śniadanie.

Dziś trochę później, trochę też inaczej.

Postanowiłam pokazać śniadania zebrane z całego tygodnia. Udowodnić Wam i sobie, że jednak panuje u mnie pewna różnorodność – nie samą siemianką i omletem marchewkowym żyję. Wychodzi na to, że dwa razy w tygodniu jem śniadanie, którego detoks nie dotyczy. Pokonuję moją niechęć do węglowodanów, ale jednocześnie pozostaję sobą.

poniedziałem 08.06*Poniedziałek: pstrąg (został z obiadu dnia poprzedniego), awokado, ogórek z oliwkami i surówka z marchewki (starta marchewka, dowolny olej nierafinowany i wiórki kokosowe)

IMG_20150609_065421*Wtorek: omlet z siemieniem lnianym (z boczkiem w środku), pomidor, rzodkiewki i drugie pół awokado. But wspinaczkowy M. – trzymane na balkonie z wiadomych względów.

IMG_20150610_071951

*Środa: bakłażan i cukinia w jajku podsmażone na maśle klarowanym i omlet z jajka, które zostało z bekonem.

IMG_20150611_064652

*Czwartek: rzodkiewki i cebula na maśle klarowanym, omlet z boczkiem i pomidor obsypany chia.

IMG_20150612_064655*Piątek: omlet marchewkowy (jajka, młode marchewki, mąka kokosowa i suszone śliwki) z jabłkiem podduszonym z cynamonem, wiórkami kokosowymi i dżemem słodzonym sokiem jabłkowym (śliwkowy)

IMG_20150613_071627

*Sobota: siemianka (mleko kokosowe, karob, mąka kokosowa, len złocisty i śliwka suszona), kleksy z dżemu słodzonego sokiem jabłkowym i banan. Wbrew pozorom tak wygląda u mnie wyjadanie resztek z lodówki przed zakupami, to mi zostaje właśnie.

IMG_20150614_103920*Niedziela: omlet z pomidorami posmarowany pastą z oliwek, awokado i podsmażone z kurkumą warzywa (cukinia, rzodkiewki i cebula)

Jak widać na załączonych obrazkach staram się rano zjeść bogato we wszystkie składniki. Pilnuje ilości warzyw (wyjątkiem jest tutaj siemianka, ale niestety – zabrakło warzyw, a szykował się poranek w skałach więc ten banan ratował sytuację). Ważne jest jednak też dla mnie, żeby to śniadanie nie było za duże – ma być obfite, ale nie wizualnie tylko jakościowo. To już chyba takie moje małe wariactwo: śniadanie to coś więcej. Siła na cały dzień, rozruch dla mojego buntowniczego organizmu. Sygnał, że wstałam i najwyższa pora zabrać się do życia.

Na zdjęciach nie ma, ale zawsze obecna też przy talerzu jest woda z cytryną. Obowiązkowe 0,5 litra.

Marchewka z tahini.

Zmieniam kolor na pomarańczowy. Potraktowałam jak wyzwanie stwierdzenie, że z dyni łatwiej zrobić deser niż z marchewki i codziennie chrupię. Jak ja to lubię. Za dzieciaka zmuszali mnie do gryzienia marchewki, bo dobrze wpływa na zgryz. Dziś mnie już nie trzeba zmuszać.

Marchewka podsmażona z tahini.marchew na raz


  • 1 marchew
  • 1 łyżeczka tahini
  • 2 suszone pomidory
  • Sól
  • Tłuszcz do smażenia

1. Pomidory suszone namoczyć 30 minut przed przygotowaniem w wodzie. Jeżeli mamy takie w oliwie: przepłukać przed pokrojeniem.

2. Marchewkę zetrzeć na tarce o średnich oczkach. Pomidory pokroić według upodobań.

3. Na patelni rozgrzać tłuszcz (olej kokosowy, masło, tłuszcz gęsi) i dorzucić marchewkę. Podsmażyć przez 2 minuty mieszając, dodać pomidory i sól. Zamieszać całość i podsmażyć około 1-2 minut.

4. Zestawić z ognia i jeszcze na ciepłej patelni dodać łyżeczkę tahini. Całość wymieszać dokładnie i przełożyć na talerze, do miski lub po prostu wyjadać na bieżąco.

SONY DSCNa zdjęciu powyżej efekt tego jak omlet nie wyjdzie. Jak widać nie zawsze się udaje i oto przyznaję się do nieudolnego przewrócenia (przywarł). Dodatkowo przypomniałam sobie o boczku smażonym z cynamonem (Tłusty Czwartek Cook It Lean) i tak mi akurat dziś się zamarzył. Marchewka podsmażona na tłuszczu po boczku. Piątkowe dogadzanie.