Pieczona łopatka z boczkiem.

Przepis powstał z potrzeby przełamania rutyny – prościej byłoby wrzucić wszystko do wolnowaru i niech samo się robi, ale gdzie tu wyzwanie. Metodą ‚jeszcze chyba pamiętam’ powstała więc ta urocza korona.

Pieczona łopatka z boczkiem.

lopatka_z_boczkiem.jpg

  • 1 kg łopatki wieprzowej
  • 0,5 kg boczku 
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • Przyprawy: sól, pieprz, pomidory z czosnkiem i czarnuszką (+ co lubicie np. bazylia, rozmaryn)

1. Olej kokosowy rozpuszcza się już w temperaturze ciała więc najlepiej go po prostu rozpuścić w rękach i nasmarować mięso. Doprawić i jeszcze raz dokładnie ‚pomasować’, zarówno boczek jak i łopatkę.

2. Ułożyć łopatkę w przygotowanym naczyniu żaroodpornym i obłożyć boczkiem wkoło. Odstawić do lodówki na 6 do 12 godzin.

3. Piekarnik ustawić na 200 stopni (termoobieg) i piec przez godzinę. Na ostatnie 10 minut można ustawić grzanie górne (grill). Mięso zostawić do ostygnięcia w piecu.

lopatka_z_boczkiem_1

*taka kuleczka.

A teraz gratis dla wytrwałych! Dziś ledwo chodzę za sprawą ‚najlepszego trenera w mieście’.

Reklamy

Tydzień na talerzu III

Na końcu historia jednego zdjęcia, która było dziełem przypadku i decyzji w trzy sekundy.

Temperatury za oknem sprawiają, że ani nie chce mi się specjalnie jeść ani gotować. Chętniej spędzam czas poza domem, a jak już w nim siedzę to tonę na zmianę w Hannibalu i książkach Jordan’a. Taki okres. Zebrałam jednak z Instagrama najmilsze mi zdjęcia, które mają swoją historię. Na początek jednak szybki przepis!

Kapusta duszona z boczkiem

IMG_20150717_191900


  • 1/4 główki młodej kapusty
  • 3 plastry o grubości ok. 0,5 cm boczku wędzonego
  • przyprawy: sól, pieprz, garam masala
  • 1/2 kubka wrzącej wody (lub bulionu)

Kapustę poszatkować według upodobań wcześniej wycinając kłąb. Boczek pokroić w kostkę i podsmażyć w garnku o grubym dnie. Dorzucić kapustę, zamieszać i zalać wodą. Doprawić solą i pieprzem, dusić pod przykryciem 5 minut. Dodać garam masala (około 1/2 łyżeczki, aczkolwiek sypałam na oko), wymieszać i odparować nadmiar płynu, który na pewno się zbierze. Gotowe.


No to teraz zarzucam zdjęciami z opisami.

1. Owoce

truskawkowo

*Sobotnia kawa (11.07) przed treningiem w zacnej asyście: truskawki, maliny, pasta kokosowa i gorzka czekolada. 
IMG_20150712_092425

*A kiedy nie mam ochoty być aktywna w realnym świecie przenoszę się do wirtualnego z Geraltem. Melon, maliny i czekolada mi towarzyszyły.

IMG_20150718_100525*A to już dzisiejsza radość: brzoskwinie, śliwki węgierki oraz maliny. Do tego raw cocoa pod postacią jagód goi oblanych surową czekoladą – dziękuję!

Zdjęcia są weekendowe, ale w tygodniu też jem owoce – sezon jest przecież, a moje żywienie to przede wszystkich to co dostępne na targu i warzywniakach. Jednak nie jem tak różnorodnie ponieważ jest taki owoc nad owoce: arbuz! Najlepszy owoc wśród wody.

2. Posiłki

omlet marchewkowy inaczej

*Śniadanie 11.07 – omlet marchewkowy w wersji detoksowej bez ani grama imitacji słodyczy. W środku omleta starta marchewka z chia i siemieniem lnianym, ale na wierzchu: boczek i cukinia. Pycha!
śniadanie 13.07 *Śniadanie 13.07 – nieśmiertelne placki z bakłażana w jajku, pomysł Kasi (Cook It Lean), który wciąż jest moim faworytem po detoksie. 

wątrobka *Obiad 13.07 – klasyczna wątróbka z cebulą. Do tego żółta fasolka szparagowa w siemieniu lnianym, pomidor i oliwki. To tym obiadem doszłam do wniosku, że jem kolorystycznie. I to był tydzień żółtego!

bakłażanowe love*Kolacja 13.07 – Druga połowa porannego bakłażana, tym razem bez jajka. Do tego surówka z marchewki, oliwek i musztardy. Boczek i omlet z jednego jajka wymieszanego z wodą i chia. 

kolacja 14.7

* Kolacja 14.07 – brokuł na parze z sosem musztardowym (dijon, sok z cytryny i olej z awokado – działa!), marchewka z wiórkami, bekon i pomidor. 

kapusta w pomidorach

*Kolacja 15.07 – Wprawne oko wypatrzy różnicę między młodą kapustą duszoną w pomidorach a marchewką z sosem musztardowym, a mniej wprawne wyraźnie zobaczy wędzoną makrelę.

obiad 17.07

*Obiad 17.07 – M. zapomniał wyciągnąć mi mięsa z zamrażarki i musiałam improwizować. Grillowana pierś z kurczaka, pomidor oraz Marwitki (klik)

obiad 18.07

*Obiad 18.07 – na szybko: łosoś wędzony, pomidor, rzodkiewki, oliwki oraz bakłażan podsmażony na oleju kokosowym. Szybki sobotni obiad.

3. Inne

tacos*M. jadł obiad w niedzielę na Foodstock‚u – tacos od Calavera. Ja musiałam obejść się smakiem, ale wygląda na plus!

A poniżej fenomen internetu, który poznałam na własnej skórze: koza na Długiej o 7:48. Moje zdjęcie! udostępnione przez Instagram na moim profilu zaczęło żyć własnym życiem. Udostępniane na innych profilach (jest lekki niesmak, ponieważ nikt nie skontaktował się nawet ze mną z pytaniem czy anonimowo czy jednak trochę fejmu chcę liznąć). Siedziałam na treningu a like’i leciały i koza była coraz bardziej popularna. Niby to tylko zdjęcie, ale jednak.. no fenomen jest.

*jedna wiadomość i zdjęcie podpisane, wciąż żyje własnym życiem.

koza bez baby

Tydzień na talerzu II

Zebrać się nie mogę. Wciąż gotuję, ale są to tak proste rzeczy że aż głupio spisywać takie oczywistości. Nie mam też czasu na zdjęcia, a jak już mam – to światła mi brak. Błędne koło. Rzuciłam się w wir codzienności, aktywności – nie umiem usiedzieć w jednym miejscu.

Tym wpisem też nie odkryję Ameryki, ale przypomnę się i poczuje lepiej.

poniedziałek 29.06* Poniedziałkowe śniadanie – omlet z kozim serem i żółtą papryką. Dodatkowo sałatka z ogórka, tej samej papryki i rzodkiewki posypana od serca wiórkami kokosowymi. Marchewka podsmażona.

wtorek 30.06* Wtorkowe poranne comfort food – bakłażan podsmażony na oleju kokosowym doprawiony tylko solą i pieprzem. Czerwone to papka z pomidorów i siemienia lnianego, białe to kozi ser a pod nim znajduje się makrela wędzona. Śniadanie bez jajka.

środa 01.07* Środowe śniadanie stanowiła cukinia z papryką maczane w jajku i podsmażone na oleju kokosowym. Omlet z resztki jajka, prosciutto oraz posolone awokado. Na zielono!

sroda 01.07 kolacja

* Wyjątkowo kolacja, bo chciałabym się pochwalić małym okryciem. Była pieczona kalarepa, przyszła pora na smażoną z pastą oliwkową. Coś pysznego. Do tego podobnie jak na śniadanie cukinia w jajku, omlet z resztek i zamiennie z szynką boczuś.

czwartek 02.07

* Nadszedł więc czwartek. Na talerzu: omlet z awokado i prosciutto, marchewka podsmażona z wiórkami kokosowymi i kurkumą, pomidor oraz kleks z pasty oliwkowej. Zaczyna się wyjadanie resztek.

piątek 03.07* Osładzanie sobie poranka kiedy trzeba wytrzymać jeszcze jeden dzień przed weekendem – omlet marchewkowy z chia. Na wierzchu prażone jabłko z cynamonem, dżem 100%, wiórki kokosowe i odrobina karobu. Rozpusta.

sobota 04.07

* Sobotnia kolacja: nastała fala upałów, więc wcale mi się jeść specjalnie nie chce. Rozsądek jednak podpowiada, że jednak coś by się przydało. Grillowane warzywa i odrobina boczku z kiełbasą, bo trzeba spróbować tego co się nakupiło na Kleparzu.

niedziela 05.07

* Obiadem tego nie nazwę, bo to po prostu było spotkanie na kocyku. Pełne pyszności i zorganizowane przez Kasię z Cook It Lean. Czego ja nie miałam okazji spróbować, a wszystko to było smaczne, zdrowe i pewne. Na górnej części zdjęcia widać pełnię obfitości, natomiast na dolnym pełnie lata – owoce prosto z krzaków.

niedziela 05.07 kolacja

* Mini kolacyjka po obfitościach parkowych: podsmażona kalarepa z pieczarkami i kiełbasą na liściach sałaty. To był tylko znak dla żołądka, że coś zjadłam. 

poniedziałek 06.07

* Siemianka jagodowa na mleku kokosowym. Na wierzchu wiórki kokosowe, dżem 100% i truskawki. Poniedziałek nastał. Jagody z krzaka to pamiątka po pikniku, a dokładniej dar od Agnieszki.

To by było chyba na tyle. Dziś moja kolacja postanowiła mnie zaskoczyć, a raczej pośpiech mnie zgubił. Miała być kanapka w 5 minut z kiełbaską, ale tak jakby nastawiłam mikrofalówkę zbyt optymistycznie i zadymiłam dom.


Tydzień intensywny. Plan zakładający ograniczenie facebook’a w ciągu dnia działa. Trzymam się dzielnie i odkryłam życie poza siecią. Człowiek to maszynka pełna uzależnień. Lubię moje życie wirtualne, ale jednak umiar jest dobry we wszystkim.

To skoro o wyjściach to jeszcze na koniec: WYGRALIŚMY!! a ja tam byłam. Chłopaki od przerzucania piłki przez siatkę budują napięcie lepiej niż George RR Martin (boję się lubić bohaterów, bo im ścina głowy..). Na co dzień raczej staram się nie dawać ponosić emocjom, ale na meczu siatkówki się nie da. Jedyne co mnie zasmuciło to stan zaplecza jedzeniowego: zapiekanki, bułki z parówką, chipsy i piwo. Wow! A między tymi „pysznościami” moja zdobycz: sałatka owocowa (był jeszcze jogurt z musli – no ale to chyba nie takiego dopalacza potrzebowałam).

Najlepsi <3 #volleyball #polishvolleyball #poland #pork #krakow #tauronarena

A post shared by Katarzyna (@emkreacja) on