Powidła figa-śliwka (pasteryzacja).

Sezon na figi w polskich sklepach jest krótki i intensywny – pojawiają się, są na promocji i znikają. Trzeba korzystać póki się da. Ja swoje dostałam od mamy, która znów przywiozła je z Chorwacji. Prócz tych świeżych obdarowała mnie również suszonymi, na słońcu! Są pyszne. Przy okazji przedstawię Wam również moją metodę pasteryzacji, która zawiodła mnie tylko raz (puree z dyni, moja wina – za słabo zakręciłam).

Powidła figa-śliwka.

powidla_figa_sliwka

  • 1 kg fig
  • 1 kg śliwek (słodkich i mięsistych)
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżeczka cynamonu

1. Wolnowarem. Śliwki pokroić na połowy, pozbawić pestek i wrzucić na dno rozgrzanego wolnowaru, ustawić poziom 1. Figom odciąć czubki, pokroić na ćwiartki (lub też połówki) i dorzucić na wierzch śliwek. Polać sokiem z cytryny i zamknąć na 4 godziny. Po tym czasie dodać cynamon, zamieszać i rozgnieść owoce widelcem. Zmienić grzanie na 2 i pozostawić w garnku na 2-3 godziny (w zależności od tego jaką lubicie konsystencję). Przełożyć po tym czasie do słoików i zapasteryzować.

2. Tradycyjnie. Wrzucić pokrojone (jak powyżej) owoce i sok z cytryny do garnka z grubym dnem i dusić pod przykryciem na małym ogniu przez około 4 godziny. Mieszać od czasu do czasu. Po upływie tego czasu rozgnieść widelcem, dodać cynamon i dusić jeszcze godzinę. Przełożyć po tym czasie do słoików i zapasteryzować.

3. Pasteryzacja. Ja robię to metodą: na piekarnik. Rozgrzewam piec do 120 stopni. Słoiki oraz wieczka wyparzam i wstawiam do pieca na około 20 minut (stojące, wieczkiem do góry). Po tym czasie ostrożnie wyjmuję, przekładam powidła i mocno zakręcam. Wstawiam do pieca na 20 minut. Po tym czasie wyłączam piec, słoiki przekładam wieczkiem do dołu (kładę do góry nogami po prostu, no) i zostawiam do zupełnego ostygnięcia w zamkniętym piecu. Powtarzam na drugi dzień.

*W przepisie podałam proporcje w jakich należy użyć składników, żeby otrzymać to co jest na zdjęciu – jeżeli macie więcej fig/śliwek kombinujcie!

powidla_figa_sliwka_2

Reklamy

Szarlotka bez zbóż

Już w czwartek kupiłam jabłka z myślą o szarlotce. Problem jest taki, że o tym zapomniałam :) Typowe dla mnie. Zabrałam się więc do roboty lekko improwizując z tego co miałam akurat w lodówce. Powstało najlepsze ciasto z jabłkami jak do tej pory, a jeżeli zwiększy się ilość składników razy dwa – to i powstanie wierzch i będzie jeszcze bardziej ‚szarlotkowo’.

Szarlotka bez zbóż

szarlotka_raz

Ciasto 

  • 3 łyżki mąki kokosowej
  • 100 g oleju kokosowego/masła
  • 1 łyżeczka miodu
  • 2 jajka
  • szczypta soli

Nadzienie

  • 3 jabłka (najlepiej Szara Reneta)
  • cynamon
  • 1/2 laski wanilii
  • 1 łyżeczka miodu
  • olej kokosowy

Olej kokosowy/masło pokroić w drobną kostkę i rozetrzeć z mąką kokosową palcami. Dodać jajka, miód i sól. Dokładnie połączyć składniki. Ciasto będzie wilgotne, ale nie klejące o raczej zwartej konsystencji. Wykleić dno foremki (najlepiej silikonowej, jeżeli brak takiej wpierw posmarować blaszkę tłuszczem) i odstawić do lodówki na około 20 minut.

W tym czasie obrać i pokroić jabłka. Roztopić olej kokosowy (około łyżeczki) i poddusić jabłka. Jak rozpadną się dodać cynamon i laskę wanilii (wyskrobać ziarenka i wrzucić osobno pozostałe ‚drewienko’). Dusić jeszcze przez około 5 minut na małym grzaniu, a następnie dodać miód już nie podgrzewając.

Piekarnik rozgrzać do 200 stopni. Wstawić blaszkę z ciastem na 5 minut. Następnie gdy lekko się przyrumieni przełożyć jabłka i wstawić do piekarnika na 15 minut zmniejszając grzanie do 180 stopni. 5 minut przed końcem pieczenia można posypać wierzch wiórkami kokosowymi.

szarlotka_dwa

 

Jakie to dobre!

*składniki można zdobyć w Sklepagnex

Superfood w Twojej kuchni

Tru..

W niedzielę miałam przyjemność uczestniczyć w pikniku zorganizowanym przez Kasię (Cook It Lean). Było miło, kameralnie i jak to zawsze bywa gdy zbierze się grupa ludzi o podobnych zainteresowaniach – czas upływał bardzo szybko. Nakupowałam truskawek na Kleparzu w weekend i miała je po prostu ze sobą zabrać. Nudziło mi się jednak w sobotę wieczorem i jednak odpaliłam piekarnik. Połowę ciasta obiecałam M. ponieważ wielkodusznie pojechał mi po jajka do ciasta.

Kokosowo-konopne ciasto z truskawkami.

ciasto truskawkowe


  • 2 garście truskawek
  • 3 jajka
  • 2 łyżki mleka kokosowego
  • 1 łyżka masła lub oleju kokosowego (płynnego)
  • 3 łyżki mąki kokosowej
  • 1 łyżka mąki konopnej
  • 1 łyżeczka karobu (opcjonalnie)
  • ½ łyżeczki cynamonu
  • *1 łyżeczka ksylitolu (opcjonalnie)

1. Truskawki umyć i pokroić na mniejsze kawałki. Zostawić 4-5 do wyłożenia na wierzch.

2. Mąki, karob i cynamon wymieszać. Dodać ksylitol jeżeli używamy słodzidła.

3. Białko z jednego jajka ubić w osobnym naczyniu i odłożyć na bok. W dużej misie zmiksować dwa pozostałe jajka z żółtkiem aż powstanie jasny krem, cały czas ubijając dodać mleko kokosowe i tłuszcz. Odstawić mikser i zacząć korzystać z ręcznej ubijaczki.

4. Suche składniki dodawać stopniowo (chłonność mąki kokosowej różni się w zależności od producenta) aż powstanie mokre ale zwarte ciasto, dorzucić pokrojone truskawki. Wmieszać delikatnie ubite białko z jednego jaja.

5. Przygotować brytfankę: dno wyłożyć papierem do pieczenia, a boki nasmarować tłuszczem. Przełożyć masę do formy, wyłożyć u góry truskawki pokrojone na połowy i piec w temperaturze 180 stopni przez około 30 minut – do suchego patyczka.


Dziękuję Kasi (oraz K.) za cały ten pomysł pikniku oraz ogromny wkład i zaangażowanie w sprawę – pędzić nie musiałaś, ale jednak chciałaś. Justynie dziękuję za super smaczne klopsiki mięsne, które zawładnęły mną całkowicie, a Jackowi za podzielenie się pierwszą relacją z zapoznania ze ścianą (Alpine Wall Tour). Agnieszce oraz Grzegorzowi za to, że przejechali taki kawał drogi z tak pysznym ciastem oraz Kombuczą. Przy okazji dziękuję za ogarnięcie grilla, bo przecież przynieść przyniosłam, ale jak to się robi to już nie wiedziałam. W piknikowej wersji tego ciasta nie było karobu ze względu na to, że jednak jest składnikiem nie dla każdego – w opisie jest bo w mojej głowie pasuje idealnie.

*Na zdjęcie nie załapały się niestety wspaniałe kiełbaski – M. już drży, bo męczę go o zakupy na weekend. 

Piknik jednak nie kończył atrakcji tej niedzieli. Mam wspaniałą siostrę, młodszą o całe 12 lat i posiadającą niesamowite zainteresowania. Jestem z niej dumna strasznie, bo gdzie ja w jej wieku w ogóle myślałam o tym żeby samej od siebie uczyć się japońskiego. Młoda śpiewa (i tańczy okazjonalnie, też!) w Małych Słowiankach i właśnie do niej należało popołudnie.

Kultura.

A post shared by Katarzyna (@emkreacja) on

*Fajnie oglądać tyle pasji na scenie.