Borówkowa siemianka

Borówka amerykańska. Czemu akurat użyłam jej? Bo była na promocji. Kolacyjnie więc wykorzystałam zarówno borówki jak i znalezione w Kuchniach Świata Real Thai w wersji Organic! Swoją drogą mam wrażenie, że jest ono mniej intensywne i kremowe co akurat mnie odpowiada bardzo. Niestety zbyt duża intensywność mleka kokosowego powodowała u mnie czasem ból brzucha i/lub ‚ociężałość’ – teraz czuję się dobrze i stwierdzam, że bardzo mi pasuje 60% kokosa.

Borówkowa siemianka z surowym kakao

borowkowa_1

  • 1 szklanka mleka kokosowego (u mnie pół na pół z wodą)
  • 1 jajko (lub samo żółtko)
  • 1 łyżka siemienia lnianego
  • 1 łyżka wiórków kokosowych
  • 2 szczypty kruszonego surowego kakao
  • Borówki amerykańskie (w ilości dowolnej)
  • tahini do polania
  • opcjonalnie do osłodzenia: 1/4 łyżeczki miodu

1. Mleko kokosowe i garść borówek podgrzać aż zacznie bulgotać. Zmielić w młynku do kawy siemię, wiórki i kruszone kakao (jeżeli nie macie młynka wszystkie te produkty można kupić już mielone lub w przypadku wiórków i kakao – pominąć). Dodać do gotującego się mleka i zmniejszyć grzanie do minimum. Dokładnie wymieszać i podgotować przez 3-5 minut. Jajko rozbełtać w osobnej misce, zdjąć garnuszek z ognia i wmieszać masę jajeczną. Przełożyć do miski. Posypać borówkami w dowolnej ilości, polać tahini i schować do lodówki na ok. 30 minut.

borowkowa_2

Zjadłam na kolację, bo miałam ochotę. Będzie to jednak również dobra alternatywa dla śniadania lub deseru – ogólnie uważam, że jak lubicie tak zjedźcie. Byle nie codziennie. Siemianka zdecydowanie (tak jak budyń kasztanowy) należy do posiłków z kategorii: gdy najdzie mnie ochota! Jeżeli tak jak mnie zdarza się Wam zjeść typowy deser na kolację – to właśnie jest to.

organic_real_thai

To właśnie TO mleko! 

Jesień na całego – Ciasto z jabłkami bez zbóż.

Usilnie chciałabym nazwać ten Twór szarlotką, ale nie mogę. Ilekroć tak napiszę palec sam idzie na ‚backspace’ i kasuje. No bo nie wypada. Ciasto okazało się jak każde inne: brzydkie, a dobre. Ba! Myślę że stworzyłam potwora. Przekopałam pół internetu żeby mieć pewność, że to nie będzie (kolejny!) zakalec. Pewności dodał mi pewien post na facebooku i już wiedziałam, że muszę spróbować tego co wytworzyło się w mojej głowie.

Ciasto z jabłkami bez zbóż.

paleo ciasto


  • 2 duże Szare Renety
  • 1/2 szklanki mąki kokosowej
  • garść żurawiny
  • 4 jajka
  • 1 łyżka ksylitolu
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 2 łyżki roztopionego oleju kokosowego
  • 1/2 szklanki mleka kokosowego
  • 4 łyżki powideł śliwkowych (domowych!)
  • opcjonalnie: orzechy i inne bakalie (jeżeli nie boicie się zapiekać ;) )

1. Piekarnik rozgrzać do 200 stopni, gdy się nagrzeje zmniejszyć do 180 stopni.

2. Żurawinę oraz opcjonalne bakalie zalać wrzątkiem i po 5 minutach odcedzić i przelać zimną wodą. Jabłka obrać i pokroić w dowolną kostkę.

3. Jajka zmiksować z ksylitolem na puszystą prawie białą masę, mikserem na najwyższych obrotach. Zamienić mikser na trzepaczkę i delikatnie wmieszać ostudzony olej kokosowy.

4. Cały czas mieszając dodawać przesianą mąkę kokosową z ksylitolem, a następnie dodać mleko – masa zrobi się gęsta. Dorzucić wpierw bakalie i wmieszać łyżką (wciąż delikatnie), a następnie jabłka. Ciasto ma dość zwartą konsystencję więc chodzi tylko o to aby każdy kawałek jabłka miał styczność z ciastem – nie musi być dokładnie.

5. Keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia (jeżeli macie silikonową to macie więcej szczęścia niż ja – nie trzeba), przełożyć ciasto i wyrównać z wierzchu. Wstawić do piekarnika na 45 minut. Po 10 minutach pieczenia wyciągnąć, rozsmarować równomiernie powidła z wierzchu i wstawić na pozostałe 35 do piekarnika. Po tym czasie studzić przy uchylonych drzwiczkach pieca.

ciasto z jablkami2


Pełna niepewności i z lekką dozą nieśmiałości zaniosłam ten twór na stół imprezowy. Pierwszy raz podzieliłam się ‚moim wypiekiem’ z większą grupą, więc byłam na prawdę pełna obaw – bo to nie jest klasyczne ciasto, które smakuje wszystkim. Bałam się, że może przesadziłam i nawydziwiałam. Już kilka razy okazywało się, że to co słodkie dla mnie, dla innych już takie nie jest – cytując: „z tego brownie to najsłodsza jest śliwka”. Było mi więc niezmiernie miło, że ciasto smakowało. Zniknęło nawet nie wiem kiedy i nawet pomyślałam, że zrobiłam za mało. Debiut paleo ciasta w towarzystwie uważam za zaliczony na plus, a i ja może się bardziej ‚odważę’ i uwierzę w siebie. A raczej w moje gotowanie..

Mrożone różowe.

Banan się na mnie ostatnio obraził. Chociaż może lepiej powiedzieć, że zjadłam żółtego kolegę który chyba jeszcze nie był tak dojrzały jak mi się wydawało. Nie zmienia to jednak tego, że zachciało mi się zimnego. Wcześniej w takiej chwili ratował mnie właśnie pokrojony banan zamrożony w zamrażarce na lodowe krążki. Teraz kombinowałam.

Lody owocowe z mleczkiem kokosowym

lody


  • 2 morele
  • 5 małych śliwek
  • garść malin
  • 100 ml mleczka kokosowego
  • opcjonalnie: słód (miód, ksylitol)

1. Owoce umyć. Morele i śliwki pokroić na mniejsze kawałki, przełożyć z malinami do misy blender i zmielić dokładnie na mus. Dolać mleczko i słód jeżeli używamy – dokładnie wymieszać. Przełożyć do naczynia, w którym można mrozić i nie będzie problemu z używaniem w nim blendera.

2. Masę umieścić w zamrażarce, wyciągać co 30 minut i dokładnie napowietrzać blenderem (mielić po prostu). Po około 3-4 godzinach powinny być gotowe do jedzenia.


Paleo zdecydowanie uczy cierpliwości, nie ma łatwych rozwiązań. Jak mam ochotę na lody i robię je sama to wiem że muszę uśpić „głoda” na kilka godzin, aż to co sobie umyśliłam będzie gotowe. Wszystko jednak wynagradza to uczucie jedzenia bez konsekwencji. Bez głupich wyrzutów sumienia, że nie zdrowe i będzie mi po tym źle. Do tego przecież zrobiłam to sama, duma rozpiera nawet jeżeli to danie typu: wrzuć i zmiel.

Paleo ice cream 🍨 #paleo #paleosweets #icecream #paleolove #sunday #foodie #fruity #foodstagram

A post shared by Katarzyna (@emkreacja) on

Akcja lodowa 2015